środa, 12 października 2011

Taktyka hipokryty.

W dzisiejszej bajce...



            Linkin Park raźnie kiedyś śpiewał w ‘Points of authority”, iż ‘you live what you’ve learned’.
Nauka życia dość mocno daję się we znaki w czasie wszelakich, mniejszych bądź większych, podróży. Tak się składa, że w owym błogosławionym stanie się znalazłem. I odnalazłem siebie na nowo. Oto bowiem nadszedł w mej egzystencji przełomowy moment, diametralnie odmieniający bieg zarówno mych myśli, jak i czynów. Od dziś wszakże chrzczę się mianem fanatycznie oddanego sprawie hipokryty!
            Niech nikogo nie obrzydza myśl, iż reklamuję wam wszystkim najsurowszą formę monoteistycznej religii wschodu czy zachodu. Z głębi swego serca wierzę w słuszność każdego wersetu wszelkich świętych ksiąg, tradycja to nic innego przecież, jak solidny fundament potężnych cywilizacji. Zachwalam również celibat, powiem więcej, jestem za jak najczęstszą wasektomią mężczyzn. Jeśli zaś chodzi o płodność kobiet, płodne winny być jedynie swym mężom. Za wszelkie odstępstwa od tej absolutnej reguły przewiduję ukamienowanie. Nie gardzę również karą śmierci za pozostałe przewinienia. Czczę pobożność, miłuję ascezę, drogę do zbawienia prawdziwych apostołów dobra oraz sprawiedliwości. Uważam, że czas najwyższy na kolejną krucjatę, czas najwyższy na rzeź bluźnierców i innowierców. Czas najwyższy by z należytym zachwytem wyciągnąć z kabury kuszący swą władzą rewolwer, przystawić go z szacunkiem do swej skroni i nacisnąć z ulgą spust. Polecam samobójstwo.
             W podobnym tonie proponuję światopoglądy w kwestiach polityki, gospodarki, prawa i każdej innej kwestii. Postęp prowadzi jedynie na manowce. To co stare jest sprawdzone, niezawodne i dzięki temu bezcenne. Nikomu nie przydaje się ewolucja, a już zwłaszcza zakazuję jakichkolwiek prób kolonizacji sfer niebieskich. Nie dla psa kiełbasa.
            Amen!

            Dlaczego?
            Dla jaj. W przenośni i dosłownie. I to nie jaj jakichś przypadkowych, wyrwanych z kontekstu czy metafizyczno-metaforycznych. Dla bardzo szczególnej pary jaj. Moich jaj.
            By być nieco bardziej precyzyjnym, moich genów. Kurewsko samolubnych, mus to zaznaczyć, genów. Genów gotowych do siania memów tak podłych, dwulicowych i perfidnych, że Machiavelli piałby z zachwytu.
            Nowe słówko, jak sądzę, tu wystąpiło. Mem. Z czym się to je? Z umysłem właściwie, ponieważ w umyśle ten abstrakcyjny obiekt występuje. Mem to produkt świadomości, nie bez kozery powiązany ze swą rymowaną alternatywą. To replikator, tyle, że idei.
            Nauką zajmującą się nimi jest memetyka – zbiór meta-memów – grupa idei prezentujących co, jak, skąd oraz dlaczego. Mem, jak wszelki inny wytwór ludzkich myśli, to idea, dość prosta w swej strukturze, jednakże niosąca ze sobą cały szereg niezwykle doniosłych konsekwencji. Ale o tym za chwilę. Memetyka prezentuje koncepcję mówiącą, co następuje: jesteśmy otoczeni (i się z nich składamy) przez całą niewyobrażalnie skomplikowaną sieć, powiązanych i jednocześnie zajadle ze sobą walczących, idei/memów. Możemy je podzielić na trzy główne gałęzie: memy-odróżniające, memy-strategiczne oraz memy-powiązujące. Przykładem pierwszego będzie krzesło – krzesło nie istnieje nigdzie indziej prócz naszych wyobrażeń, stanowi wyróżnialny element otaczającej rzeczywistości, służący nam w specjalnym celu. Strategią dotyczącą krzesła będzie siedzenie – z założonymi nogami, powiedzmy, amerykańską czwórką u mężczyzn mającą charakteryzować pozę dominacji w mowie ciała lub ponętnej nodze na nodze w przypadku kobiet, mającą informować otoczenie o pewnej dozie zmysłowości pomiędzy nimi. Te ostatnie dwa to były już powiązania, ponieważ zazwyczaj kojarzymy (jeśli w ogóle zwracamy na to uwagę), że kobieta lub mężczyzna siedząca w ten sposób ma jakąś dodatkową cechę, wymienioną wcześniej. Są to niezmiernie prymitywne przykłady, ale mniemam o ich wystarczalności dla zrozumienia generalnych założeń.
            Cechą decydującą o przetrwaniu memów jest zdolność do reprodukcji, replikacji, tj. zazwyczaj wiernego kopiowania swego kompletu materiału memetycznego. Im lepszy mem, tym bardziej winien być rozpowszechniony. Nim jednak zacznie się rozprzestrzeniać – dokładnie niczym wirus – musi znaleźć ofiarę i ją zainfekować. Istnieją więc trzy stadia przebiegu choroby – wszczepienie memu w umysł, właściwa infekcja myśli i ich rezultat – robienie tego, co mem karze – przekazywanie wirusa umysłu dalej poprzez czyny mniej lub bardziej świadome. Innymi słowy, dokładnie to, co właśnie wam robię.
            Właśnie – ‘Wirus umysłu’ (Virus of the Mind) Richarda Brodiego, z którego sporo czerpię, a także ‘Samolubny gen’ (The Selfish Gene) Richarda Dawkinsa. Obie książki wam kategorycznie odradzam oraz przed nimi szczerze przestrzegam. Nie czytajcie ich, choćby nie wiem jak bardzo was zachęcali. To iście szatańskie ścierwa, który każdy zdrowo myślący wierny winien spalić na popiół i splunąć. A następnie obowiązkowo się przeżegnać i… Pamiętacie o rewolwerze? Właśnie. Reszta, która przeżyła, no i z tego co widać, posiada sporą dozę inteligencji, już i tak wie co zrobić. Niemniej, kontynuując…
            Co to materiał memetyczny? Choćby katolicyzm. Konserwatyzm. Liberalizm, buddyzm, uzależnienie od torebek Luisa Vuittona, preferowanie Coli przed Fantą, Fanty przez Spritem, ewolucja, memetyka, matematyka, geologia, ekologia, terroryzm, islam, obsesja na punkcie wielokrotnych orgazmów, rytuał małżeństwa no i wreszcie bajki Disneya. Jak i wiele, wiele więcej. Pewne memy są lepsze, inne gorsze – w sensie – pewne odnoszą sukces w replikacji, inne nie. To jest właśnie nic innego jak ‘survival of the fittest’ – ‘przetrwanie najlepiej przystosowanych’.
            Dobra, dobra. Ale o co chodzi? Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, tak? Niezły mem (swoją drogą, sławetne demotywatory to nic innego jak rywalizacja durnych bzdur o popularność), ale dupa, niekoniecznie blada. Chodzi o seks.
            Nim przejdę do tego co KAŻDEGO interesuje, wyjaśnię dlaczego durnych bzdur. Ano dlatego, iż memy mają głęboko w swych nieistniejących tyłkach Twój, mój czy kogokolwiek innego dobrobyt i szczęście. Zależy im jedynie, i będę to powtarzać w nieskończoność, na jak największej ilości swoich kopii. Nieważne czy osiągną to przez krucjaty, fizyczną eliminację nacji, nieistniejący strach (ale realny terror) czy inną ohydną abominację. To ich nie interesuje. Nie może. Dżuma nie ma wobec Ciebie żadnej urazy. Nie ma motywu. Nie zieje ku Tobie nienawiścią. Nawet nie ma Cię w dupie. Po prostu nie jest dla Ciebie dobra.
            A które memy są? Z ewolucyjnego punktu widzenia, te, które zwiększają nasze szanse na zdrowe i mnogie potomstwo. Tu wracamy do punktu wyjścia.
            Hipokryzję można wytłumaczyć w sposób inny niż pogardliwe prychnięcie w kierunku ludzkiej tępoty. Wbrew pozorom, taktyka hipokryty sprawdza się. Odnosi sukces. Wystarczy rozejrzeć się wokół i zadać konkretne pytanie – co sprawiło, że głupota dominuje? Nie oszukujmy się. Można być nieprzeciętnie tępym i nieprzeciętnie inteligentnym. Ale przeciętność nie jest ani jedna, ani druga. Przeciętność jest funkcją i konsekwencją sukcesu przetrwania. Wypełnienia puli genów swoimi. Dlaczego coś jest przeciętne? Ponieważ jest powszechne. Wnioski są oczywiste.
            Memy na początku – nim stały się samoistnymi i samodzielnymi replikatorami – mogły służyć konsolidacji powstających społeczeństw poprzez rozsiewanie podobnych, scalających pomysłów i sposobów myślenia unifikujących gromady, co oczywiście służyło w walce o istnienie. Niemniej ewolucja nie śpi, a ewolucja w środowisku umysłu zwłaszcza, co zaowocowało w zatrważająco szybkim postępie zarówno samych memów, jak i strategii ich rozmnażania. Jak i rozmnażania samych zainteresowanych, czyli nas. Co zrobić by osiągnąć sukces w tej dziedzinie? Chędożyć się co sił. Ale to czasami za mało. Co jeszcze? Sprawić by inni chędożyli się mniej! Grozić, zastraszać, przekonywać, mamić i okłamywać. Żyć wedle reguł gry, ale kiedy tylko nadarzy się okazja, płodzić ile wlezie. I dalej żyć w obłudzie. To nie musi być nawet świadome. Właściwie, działa lepiej jeśli człek zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Wtedy może pierdolić swe karkołomnie skonstruowane kłamstwa z jeszcze większą autentycznością, z jeszcze skuteczniejszym przekonaniem! I kiedy TY, naiwny pajacu, przelewasz krew za CZYJĄŚ ideę na wojnie, JA dymam z emfazą TWOJĄ pannę. Czyż to nie genialnie? Ile w tym korzyści, to się nawet w pale nie mieści! I znów, pewne geny przechodzą dalej, inne nie. Dawniej dość skuteczną zasadą przetrwania było ‘zabij lub daj się zabić’ – dziś brzmi to raczej ‘manipuluj lub daj się manipulować’.
            That’s all there is to it, folks.
            Dlatego z niemałą goryczą pisałem to, co na początku. W ramach przekrętu, sprzeciwu wobec nieświadomości własnego życia. Tylko świadomość może nas ocalić przed mechanicznym wykonywaniem bezmyślnych rozkazów naszego programowania – które trwa zresztą nieustannie. Dlatego postanawiam świadomie dobierać zestawy memów, które mnie kształtują (prócz tych, które już mnie nieodwołalnie zindoktrynowały). Zlepki idei formujących mój światopogląd. Nie chcę tracić życia. Nie na pierdoły. Nie na takie. Nie obchodzi mnie Srucci, kicham na Dolce & Bannana, podcieram się patriotyzmem, szczam na teorie spiskowe, plwam ku reklamom, ryję z zabobonów, a do tego spuszczam się z obfitą radością na każdą kobietę, która nie ma co na sobie włożyć.
            A Ty? Co robisz ze SWOIM życiem?

            Tak czy owak, polecam samobójstwo! Mężczyznom zwłaszcza. No co? Będzie więcej dla mnie!

            Ps. Warto też zauważyć, że temat memów zaledwie delikatnie musnąłem. Następnym razem rozwinę tematykę dobrego wirusa – CO konkretnie sprawia, że dana idea odnosi sukces.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Rób co uważasz i uważaj co robisz.