środa, 5 maja 2010

W dzisiejszym odcinku...

Obrzydliwość rzeczywistości, czyli jak człowiek onanizuje swój umysł.

Spotkaliście się kiedy ze stwierdzeniem 'świat to za mało!' lub 'musi istnieć coś więcej!' czy też 'jak ja nie cierpię tej monotonnej codzienności'? Zapewne sami z frustracji niemożności spędzenia czasu w sposób ekscytujący – zwłaszcza, jeśli prowadzi się stosunkowo regularny tryb życia (wstaję o tej i o tej, robię to i siamto, idę tam, przedtem sram, pracuję gdzieś, koledzy mówią 'cześć', wracam później tam, jestem chwilę sam, obgryzam kurczaka kość, wreszcie mam dość, idę spać, przedtem jeszcze lać, itd.) - wymawialiście podobne zdania określające niechęć do swoistego bezsensu takich dni, które może dobre są dla firmy, w której ewentualnie pracujecie, ale was nieraz napawają odrazą i smutkiem; częstokroć do samych siebie, czego rezultat później można znaleźć w wypowiedziach rodziców ostrzegających dzieci, w obawie, że ich młodzieńcze marzenia także zostaną stłamszone przez rutynę i nieudolność podjęcia ryzyka.
Uczucie te, zwane przez Nietzschego „instynktem (być może to nieco przestarzałe określenie) nienawiści do rzeczywistości”, które wręcz absolutnie oczarowało mnie swą przejrzystością.
Jak ktokolwiek mógłby wymyślić życie po śmierci, gdyby nie naturalny szok wywołany odejściem naszych bliskich – nawet słowo 'odejście' okazuje się eufemizmem przez te uczucie zrodzonym, które domyślnie miałoby oznaczać możliwość 'przejścia' bliskiej nam osoby 'gdzieś' – byle tylko nie dopuścić do świadomości oczywistego faktu zgonu oraz ich konsekwencji, w tym odoru gnijących ciał, który kazał pierwotnym ludziom zakopywać ciała zmarłych głęboko w ziemi, a przedtem przyozdabiać je pachnącymi przecie kwiatami. A wszystko by połechtać swe własne sumienie! Wszakże nie ich – oni nawet nie mają tego w głębokim poważaniu – nie mogą mieć – bo w czym?
Szacunek dla zmarłych! Oddawanie czci zjawisku, którego ówczesny przedstawiciel naszego gatunku nie potrafił pojąć – ba! – w większości wciąż uciekamy od oczywistego skutku życia – śmierci! Skąd wzięło się pojęcie nieśmiertelności? Z potężnego pragnienia przezwyciężenia natury, z żądzy władania ją i podporządkowania sobie – z egoizmu, najczystszego i najzdrowszego sposobu na życie.
Jednak czy to wystarczający pretekst ażeby negować otaczający nas świat? By okłamywać tak perfidnie i wyszukanie siebie oraz innych, by nieść złudne pocieszenie słabym osobowościom, które okazują się na tyle wygodne, by wierzyć w debilizm przeczący jakiekolwiek prawdzie? Pojęliśmy wszakże, że to nie Zeus pierdzi w nas błyskawicami z Olimpu, a zjawisko atmosferyczne okazuję się być – nie do końca zbadaną – przyczyną, iż to nie bogowie płodzą dzieci gdy ziemia się trzęsie, a płyty tektoniczne napierają na siebie, wreszcie to nie Szatan winny jest złu, a dobro; iż oba te zjawiska – które sami oznaczamy, nieraz wedle uznania – częścią są jednego – nas! Wynikiem myślenia, metodą przetrwania – zło to śmierć, unikasz zła – Twa egzystencja trwa!
Czy aż tak nędzny okazał się człowiek by dla śmierci upodobniać się do niej? By umartwiać się, biadolić o tym, że cierpienie cnotą, a radość odnaleźć winno się przez łzy w ukończeniu tego wspaniałego błysku samoświadomości jakim jest życie? Gówniarstwo i niedojrzałość – oto ucieczka przed samym sobą, przed konsekwencją swej egzystencji. Chrześcijaństwo, które swym absurdem przekracza wszystko na tej planecie, przeciwstawne jest aborcji czy eutanazji – jednakże to właśnie najszybsze metody ku niebu! A dzieje się tak, ponieważ w głębi natury, dokładnie zdają sobie sprawę, iż życie, którym tak gardzą, to prawdziwa świętość – o ile nie zagraża trwającemu już życiu; zdarza się też, że w wyniku losowych zdarzeń istnienie mamy kategorycznie w dupie – ponieważ nie daje nam korzyści.
Jednakże wybraliśmy tchórzostwo! Rozpaczliwy ratunek przed poznaniem, nadaliśmy sens tak wielu rzeczom, które okazały się być całkowitą bzdurą – wampiryzm, gobliny, zombie, anioły, opętanie, demony, wróżki, horoskopy, przewidywanie przyszłości, droga przeznaczenia; samo przeznaczenie to żałosna próba usprawiedliwiająca działanie lub jego brak, moc czy niemoc, tłumaczące wybór! Ponieważ aby wybrać, musimy coś stracić, podjęcie decyzji to wykluczenie innej możliwości – a z braku pewności, z powodu wątpliwości (które są bezcenne!) - musimy odwołać się do głupoty by poprzeć siebie samych, podać eksplanację swemu sumieniu, które niepewne jest przyszłości.
Sama idea Boga to wręcz patologiczny pomysł rozumu (tak, rozumu!), zwichrowanego pojęcia odpowiedzialności, wstrząsającego strachu! To także próba kreacji systemu, który zapewniłbym rozwój – 'żyjmy, rozwijajmy się, nie zabijajmy się i jednoczmy w Bogu by tworzyć siebie, by być bezpiecznym', ale też 'czujmy bicz piekła na karku, przerażenie, by robić, co nam karzą' – co sami sobie rozkazaliśmy! Bowiem wzięcie na siebie – na swe własne barki – odpowiedzialności za losy własnego gatunku – to nie przelewki, to wymaga odwagi, bohaterstwa, woli i umiejętności korygowania swojego postępowania, która nieraz ugnie się pod łańcuchem prób i błędów, z którego zmuszeni jesteśmy się wyzwolić. Lepiej zwalić wszystko na Boga, na Diabła, na głupie przeświadczenie o niższości człowieka, o jego podłości – chrześcijaństwo woli pokutować i cierpieć za to, że ludzkość cierpi, woli pomstować i nękać się samo za swoją własną niedoskonałość! I to jest zbrodnia, ohydztwo i fałsz – karać się za naturę, miast ją kształtować, miast poznawać – miast doskonalić się i żyć!
To jakakolwiek religia, to najczarniejsza tępota, najbardziej bluźniercze gówno jakie kiedykolwiek pojawiło się w naszym umyśle – marnotrawić egzystencję za to, że życie kończy się śmiercią, za nieumiejętność pogodzenia się z rzeczywistością, za bycie człowiekiem!, a nie Bogiem, do stanu którego każdy chce dojść! A w którym OBECNIE nie potrafiłby wytrzymać – jak wielka rewolucja naszej moralności musiałaby zajść by pogodzić się i wytłumaczyć sobie życie wieczne w przyszłości! Odkrywanie wszechświata, genetykę – tworzenie własnego ciała – panowanie nad sobą! Obłąkańcze przerażenie wynikające z tego to efekt niezdolności przystosowania się do takowych warunków, to nieelastyczność, to kolejna skończona gałąź ewolucji.
I jakże monumentalna wręcz hipokryzja, idiotyczne zestawienie kłamstwa, pragnień i tłumaczeń – czego wyraz mamy w Biblii, tej książce historyczno-fantastycznej, która stanowi – doprawdy marny – fundament cierpiętników. Na dodatek jak kretyńsko oczywisty w swych intencjach: (Księga Izajasza, 26; 4.-6.) „On bowiem powala tych, którzy mieszkają wysoko, w mieście wyniosłym; poniża je aż do ziemi, rzuca je w proch, i depcą je nogi, nogi nędzarza, kroki ubogich”, ponieważ (Księga Psalmów, 94, 1-3; 23) „Bogiem pomsty jest Pan, Boże pomsty, ukaż się! Powstań, Sędzio ziemi, Oddaj pysznym to, na co zasługują! Jak długo bezbożni, Panie, Jak długo bezbożni radować się będą?” (nawet już pośmiać się, psiakrew, nie można) (…) „On odpłaci im za niegodziwość, A z powodu złości wytraci ich; Wytraci ich Pan, Bóg nasz.
A jeszcze grzech pierworodny? (Ewa, to cwana suka, wybrała i skusiła Adama, by poznał Poznanie; jednakże Bóg się iście wzburzył, iż mu konkurencja rośnie, że ludzie, którymi włada nie będą debilami – że zmądrzeją – więc wygnał ich z raju. Czy jest bardziej ewidentny przykład na to, czego najbardziej boi się religia? Rozumu i nauki!)
Nowy testament także lśni jako ostoja krwiożerczej tępoty. (Ewangelia św. Mateusza, 10; 34.-39.) „Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką, i synową z jej teściową. Tak to staną się wrogami człowieka domownicy jego. (Zaiste!) Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien. (Sekta pełną pytą.) I kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien. Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je.” A ktokolwiek dziwi się terrorystom-samobójcom? Przecież oni są jedynie wierni swym przekonaniom, które wpoili im ich poronieni rodzice oraz kultura! Ba, z ich perspektywy to z pewnością godne, zginąć dla 'sprawy'.
(Ewangelia św. Mateusza, 23; 1.-7.) „
Wtedy Jezus przemówił do ludu i do uczniów swoich tymi słowy: Na mównicy Mojżeszowej zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Wszystko więc, cokolwiek by wam powiedzieli, czyńcie i zachowujcie, ale według uczynków ich nie postępujcie; mówią bowiem, ale nie czynią. Bo wiążą ciężkie brzemiona i kładą na barki ludzkie, ale sami nawet palcem swoim nie chcą ich ruszyć. (No, czasem ruszą – wierne dzieci na spowiedzi – i to nie tylko palcem...) A wszystkie uczynki swoje pełnią, bo chcą, aby ich ludzie widzieli. Poszerzają bowiem swoje rzemyki modlitewne i wydłużają frędzle szat swoich. Lubią też pierwsze miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach, i pozdrowienia na rynkach, i tytułowanie ich przez ludzi: Rabbi. (A może Proszę Księdza? Ojcze?) Nikogo też na ziemi nie nazywajcie ojcem swoim; albowiem jeden jest Ojciec wasz, Ten w niebie.” Wniosek z tego nadmiernie jasny, że każdy ksiądz na ziemi to kłamca, debil, pierdoła i wyznaje wartości księgi, której ni cholery nie czytał – a nawet jeśli, zrozumiał tyle co schizofrenik – czyli nic. I żadnego mi tutaj sprzeciwu! Zadajcie sobie pytanie „What would Jesus do?” (Co zrobiłby Jezus?) No? Pamiętacie kawałek o mieczu, a nie pokoju? Hajda na wroga Pisma Świętego! Przecie faryzeusze! O przecie, na Miłość Boską, Papież! Cham i kłamca, karze się zwać – o trwogo! - Ojcem Świętym!
Jak widzicie, nic w tym nie ma, prócz najwyższej klasy głupoty. Mamy XXI wiek. Czy to naprawdę wszystko na co stać większość naszego świata?
Wreszcie, okłamujcie siebie samych i umierajcie – cytując klasyka, „I don't give a fuck”- nie musząc znosić KONSEKWENCJI tych makabrycznych idiotyzmów. Ale miejcie, że litość! Nie pieprzcie innym życia przez wasze własne urojenia!
Amen, cytując kolejnego klasyka, „Dżizus Kurwa Ja Pierdolę”.


4 komentarze:

  1. Masz wiele racji w tym co mówisz, jednak sposób w jaki starasz pokazać się słabość relgii mógłby być łagodniejszy. Widać, że przemawia przez ciebie rozum, inteligencja jednakże chciałbym ażebyś pomyślał kiedyś o tym wszystkim nie w sensie "Jakie to głupie" tylko troche bardziej otwarcie, szerzej. Widzisz najbardziej nie podoba mi się ograniczanie Boga (sam jestem antykatolikiem np. :P) tylko do jednej religi, jednego przedziału. Żaden z racjonalistów, ateistów nie wpadł na pomysł szukania Boga poza tymi marnymi świątyniami dóbr materialnych i poza mitologiami typu Biblia, mitologia grecka. Rozumiem,że prawdopodobnie jesteś nie wierzący, ale wkurza mnie serdecznie "nie-wierzenie" jako bunt wobec ogólnoprzyjętej religi (która w moim mniemaniu jest mówiąc krótko głupia). Jeśli jesteś ateistą to ok, jeśli szukasz to szukaj (ale kurcze SZUKAJ (ty patrzysz tylko przez pryzmat bibli nie wlasnych przemyslen, to tak jakby gotowac z jakis nieaktualnych przepisów)) a jesli jestes wierzącym to tez ok. Tak szczerze mówiąc Ateistów utwierdzasz w przekonaniach (tylko po co?), Katoli nie przekonasz, agnostykow w sumie tez :P
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Dzięki za komentarz. ;)
    Jednakże, widzisz, jeżeli tylko myślę o tym, wręcz nie mogę nie dojść do wręcz dołującego wniosku, już nawet nie 'jakie to głupie!', a wręcz 'cywilizacja oparta jest na gównie hipokryzji'.
    Widzisz, nie uważam by czas w jakimkolwiek stopniu przyznawał przez szacunek do przeszłości mądrość, zwłaszcza czemuś, co jest z gruntu rzeczy urojone! Pomyśl, że gdyby nie dwa tysiąclecia religii katolickiej nie myślałbyś nawet o tym, by szukać jednego 'Boga' poza jakimikolwiek świątyniami - wciąż mógłbyś czcić Zeusa, Thora czy Ra, albo i wszystkich ich naraz.
    Dlatego nie buntuję 'niewierzeniem', mogę buntować się przeciw zakłamaniu i głupocie, przeciw czczeniu swoich fantazji i zabijaniu innych w ich imię. Niewiara to w moim przypadku konsekwencja myślenia, obserwacji rzeczywistości oraz wniosku, iż coś tu jest nie tak - coś spieprzono.
    "Zdaniem Matthijs'a Van Boxsel'a (...) głupota przejawia się we wszystkich dziedzinach życia, w każdej epoce i o każdej dobie; głupota jest fundamentem naszej cywilizacji."
    I to, z czym się zgadzam, spędza mi sen z powiek, ponieważ odmawiam tak masowemu uczestniczeniu w tępocie - i to wszystko ze strachu! Wyobraź sobie, że udowodniono, iż nie ma Boga - jak wielu ludzi wciąż zaprzeczałoby oczywistym faktom z prostego powodu, iż zostali wychowani tak, a nie inaczej i całe ich życie robili to, a nie inne? A wszystko po to, by nie oszaleć. Wejdź na http://pl.wikipedia.org/wiki/Autowaloryzacja
    Nasza nieświadomość mnie dobija.
    Mylisz się również z tym, że osób wyznania katolickiego nie przekonam, ani agnostyków - jeżeli są dostatecznie młodzi, a ich umysły nie zostały w pełni zindoktrynowane mają okazję przeczytać spojrzenie na świat z innej perspektywy - a to dla mnie bardzo ważne, ponieważ to jak postrzegamy świat, zależy od tego, gdzie się znajdujemy. "Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia".

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. A'propos "jednej myśli" dotyczącej Chrześcijaństwa. Wszystkie drogi prowadzą nie tylko do Rzymu ale i z niego również. Zważmy, iż "Pożydowstwo" zrodziło się na podwalinach politeizmu, struktury państwa, nienawiści, materializmu i wreszcie morderstwa, które stało się quasi grzechem pierworodnym. Jak coś, co u podstawy nie jest dobre może przynosić owoce? Chrześcijaństwo zostało ukrzyżowane między dobrem, a złem. Nie ma niczego pomiędzy. To wielce niekomfortowa sytuacja dla człowieka, który zrodził się w mocno zapętlonym moralnie pohyblu, by musieć wybierać i żyć ze świadomością konsekwencji. Nie ma czasu na refleksję, nie ma czasu na ścieranie się z bólem i złem. Trzeba wybierać. Wybierać dobrze. Jedynie Jezus mógł sobie pozwolić na buddyjskie cierpienie i kontemplację. Zrodzony z chrześcijanki nigdy się z tego nie wyzwolisz. Możesz uciekać ale i tak cień przykazań mknie tuż za Tobą. Wszędzie. Ateizm zapłodniłeś w zaprzeczeniu tego co znasz (lepiej niż niejeden wierzący) i nie jest Ci obce (bo istnieje w podświadomości). Wspaniale jest móc otworzyć oczy, ale cóż z tego, kiedy nie do końca dobrze możesz nimi obserwować, bo w spadku dostałeś wadę wzroku i bez okularów się nie obejdzie, a takowe nie istnieją. Masz więc rację postrzeganie świata zależy od punktu siedzenia, a my siedzimy w Polsce, kraju do bólu katolickim. Wyzbywamy się bólu - super, ale katolicyzm pozostaje... vitae...

    OdpowiedzUsuń na zawsze

Rób co uważasz i uważaj co robisz.