„Gdyby ludzie rozmawiali tylko o tym, co rozumieją, zapadłaby nad światem wielka cisza.”
Albert Einstein
Po stosunkowo dłuższej przerwie w mej swoistej twórczości, zabieram się znów do podjętego działania, tj. wtłaczania swych przemyśleń w tryby internetu. Powód mej nieobecności winny być zrozumiały, jako, że była to sesja (i późniejszy związany z tym konieczny, szeroko pojęty relaks). Niemniej, przechodząc już do sedna:
… zastanawiałem się ostatnio nad czasem, w którym przyszło nam żyć, owym jakoby przełomowym XXI wiekiem, w którym obok Wielkiego Zderzacza Hadronów (dla nieznających tego pojęcia – http://pl.wikipedia.org/wiki/Wielki_Zderzacz_Hadron%C3%B3w), możliwości odkrycia tzw. 'boskiej cząsteczki', która hipotetycznie zaistniała sekundy po Wielkim Wybuchu, wciąż zdecydowana większość naszego społeczeństwa potrzebuje tak fascynującej – i przerażającej zarazem – autosugestii, jaką jest religia. Wciąż widoczna jest prawdziwie ciemna masa (w opozycji chyba do 'ciemnej materii'), która w ich mniemaniu daje coś w rodzaju przyzwolenia do uważania się za pępek tego wszechświata. Czyżby..?
Rzućcie okiem na wirtualny, nieskończenie niepełny, a mimo to zdumiewający i – mej skromnej osobie – zapierający dech w piersiach projekt znanego wszechświata; widowisko, które powinno zostać pokazywane na każdej szanującej się lekcji jakiejkolwiek szkoły, coś, co godne jest jakże drogiego czasu antenowego, miast reklamy najnowszego, de facto niezbędnego dla naszej marnej egzystencji, papieru toaletowego.
http://www.youtube.com/watch?v=17jymDn0W6U
I przechodząc obok obojętnie jakiego wyznania świątyni, widząc napis w stylu 'Jestem drogą do Twego zbawienia', wybucham gromkim, gorzkim śmiechem, a następnie zastanawiam się, zastanawiam długo, jak to możliwe, jakim niewyobrażalnym cudem, tak wielu ludzi pragnie tak mało wiedzieć, ba – dlaczego nawet widząc na własne oczy, nie chce nie tyle uwierzyć, a przyjąć do wiadomości, pojąć, a nuż – na spazmatyczne orgazmy wszystkich bogów razem wziętych – zrozumieć..?
Bowiem, widzicie państwo, jesteście – w tym gronie i ja – niczym, niemal niezauważalną drobinką kurzu. A powiedzcie, zakładając, że potraficie wczuć się w ową sytuację, gdy hipotetycznie pędzicie przez przestworza samolotem, to czy myślelibyście o tym..? Drobinek kurzu na ziemi jest – szczerze rzekłszy, pojęcia nie mam ile, ale przyjmijmy, że – centylion. I czy spośród którejś z nich, w wyżej wymienionej sytuacji, potrafilibyście pomyśleć o tej jednej, konkretnej, ba, spróbować wysłuchać gorących modlitw takowego maleństwa, a może w litości objawić się i stworzyć sobie wianuszek wiernych, pod wezwaniem św. Odkurzacza..?
Nie zapominając o fakcie, że inni Twoi znajomi gnający z Tobą po niebie, wzięliby Cię bez wątpienia za zdrowo szajbniętego, wiedząc, iż chcesz porozumieć się z kurzem. Postawcie się na miejscu swego Boga – nie zawstydzajcie go wymaganiem absurdalnego.
Prócz tego, to zrozumiałe, dlaczego kościół tak ostro broni się przed wiedzą. Zauważyliście, że im więcej wiemy tym – paradoksalnie – zdajemy sobie sprawę z faktu, iż w rzeczywistości coraz mniej znaczymy..? A ów wiadomość naprawdę niweczy zapędy 'monopolu na zbawienie'. W obecnej erze kwarków i kwazarów (przesadziłem – początkowej fazie jakiegokolwiek zrozumienia), jestem wręcz zdruzgotany niewiarygodnie debilną postawą wielu z nas. Co gorsze, to nawet nie bywa w większości ich wina – a ludzi, którzy w swej pysze obrali jedynie słuszną drogę, sadowiąc się wygodnie na tronie żałosnej i nieznaczącej w gruncie rzeczy władzy, wpajając pewien sztywny i konserwatywny styl bycia, nie dając możliwości różnorodności, która to jest fundamentalną podstawą znanego nam świata i istnienia. A obojętnie jaka władza w mej idealistycznej wizji winna być jedynie gwarantem rozwoju danego gatunku, interweniująca wtedy, gdy z chaosu teorii oraz praktyki, coś prawdziwie może nam zagrozić, jako rodzajowi. Ale znów, po czym stwierdzić, co jawi się niebezpieczeństwem, a co postępem..? Zwłaszcza w świecie, w którym to – wedle słów Stanisława Lema (to jest dopiero autorytet, a nie, do kurwyż nędzy Britney Spears czy Doda) – progres został zaprzęgnięty na rzecz regresu.
I oto pytanie, jak sięgnąć gwiazd (mdli mnie, że muszę dopisać) wszechświata (albowiem jedna z drugim, jeśliby dotrwał do tego momentu, mógłby 'pomyśleć', że piję do 'Tańca z gwiazdami'), skoro sporo z nas woli te na 'pudelku'. No jak?!
Ignorancja wynikająca z niewiedzy, poparta pewnością siebie i motywacyjnymi książkami, zmiecie ludzkość z powierzchni – bez znaczenia jakiej – planty.
Dlatego taki nieśmiały apel, kierowany do bez mała wszystkich, ażeby zmienić priorytety kierujące czyjąkolwiek drogą życiową, z tych zaściankowych, małych, na jak największe, ale bez tragizmu, albowiem komizmem zajeżdża nieprzyjemnie, gdy ktoś z powodu odkrycia miałkości istnienia, szlachetnie podcina sobie co trzeba. No, chyba, że właśnie w ten sposób funkcjonuje całkiem ostra selekcja naturalna. Nie sposób sprzeczać się z naturą.
Tak na marginesie. Natura. Ciekawym iście, czy byłbym za nią, gdyby ewolucja wzięłaby się i stwierdziła, iż gatunek ludzki się 'przejadł', a więc czas na 'upgrade'. Ho..! I tu był haczyk, ponieważ wiecie co? Natura traktowałaby mnie gorzej niż ten nieszczęsny pyłek kurzu. A o mym zdaniu nawet nie wspominam.
0 komentarze:
Prześlij komentarz
Rób co uważasz i uważaj co robisz.