Cóż, chcieliście kontynuację, macie..
Ut ameris, amabilis esto (łac.)
Dlatego też, biorąc na srodze przeze mnie pogardzany przykład, sławne dzieło Goethego, swą romantyczną rozpaczą, wzbudziło w wielu uduchowionych i wrażliwych istotach tak pogmatwane czyny jak samobójstwo. Ot, taki psychologiczny psikus - skoro napisali o tym nawet w książkach, ma ogromna żałość oraz ból spartolonej miłości są idealną drogą ucieczki z tego kotła gorzkich łez...
W tym momencie możemy jeszcze bardziej uczepić się wszelkich teorii dot. ułatwienia postrzegania tej tajemniczej rzeczywistości i zastanowić się nad... egoizmem. Większość obserwowanego przeze mnie świata ma niesamowitą wręcz tendencję do okłamywania samych siebie, a także tłumaczenia owego w sposób przewrotny, nieraz bezczelny, jednak – co najciekawsze – zazwyczaj święcie w to wierząc. Z tego powodu mieliśmy krucjaty, które z gigantyczną wręcz pompą propagowały rzeź, gwałt i rubież, a wszystko to, bo „wierzę w Ciebie, o Panie, Jezusie Chrystusie”; terroryści, dla sprawy, nie dla sławy; uczniowie, pełni pasji, zabijający swych znienawidzonych kolegów, koleżanki, ponieważ są męczennikami, nie po to by wyładować swą nieumiejętność do życia w grupie. Freud przecież tak niedawno stwierdził, że kultura jest po to by uszlachetnić swe kompleksy, jeżeli nie udaje się, cóż, są inne metody...
A jak ma się do tego opiewana miłość stojąca na piedestale ówczesnej epoki? Otóż, jest to odpowiedź na nieudolność i fiasko wielkich, romantycznie natchnionych bohaterów literackich, takich jak Gustaw z „Dziadów”, wspomniany wyżej Werter oraz tym podobni. Ich przeżywane ogromne, potężne uczucia, wspaniałe, iście bajeczne wyobrażenia o swych miłościach miały miejsce... tylko w ich umysłach. Jedną z gorzkich hipotez jest to, że kochamy zazwyczaj wyobrażenia o drugim człowieku. Jeżeli nie pokrywają się one zbytnio z rzeczywistością, cierpimy, w milczeniu najczęściej, by nie przyznać się do swych błędów. I choć to fikcja literacka, z pewnością posiada te ziarenko prawdy ukryte między wierszami. Wszakże autorzy tych dzieł często wzorowali się na swoich (oraz czasem znajomych, jak Goethe chociażby) odczuciach, przeżyciach, doświadczeniach... Dodając do tego głęboką, lecz niezrównoważoną refleksyjność, a także szczyptę magii oraz wiary, tak charakterystycznej dla ludowości, otrzymujemy gotową instrukcję obsługi do zakończenia swego patetycznego żywota.
Z kolei interesującym jest fakt, iż ludzie w ogóle się tym ekscytowali, brali do siebie, wręcz utożsamiali z danymi sytuacjami, osobami... Istna mowa ezopowa, ukryty klucz tajemnie otwierający bramy duszy i targający nią tak szalenie, dziko oraz niefrasobliwie. Możliwe to było z powodu coraz większej znajomości ludzkiej psychiki, przebiegu myśli, a pewnie również wielkiego talentu do obserwacji posiadanego przez takie sławy jak Mickiewicz, Słowacki, czy też Norwid. Osiągnięcia, których dokonali zasługują na najwyższe uznanie, jednakże nie pasują do chwili obecnej. A przynajmniej do mnie.
Mimo to nie sposób przegapić środków którymi nasz zacny Adam dysponował i tak skrzętnie wykorzystał w „Dziadach”, dajmy na to, cz. IV. Rzucająca się w oczy teatralność gestów, ogromna, wręcz pompatyczna część dialogowa mile przetkana sarkazmem, dawka umoralniająca, usprawiedliwiająca poglądy epoki, wywołany tym spór serca z umysłem oraz rozkoszna budowa. W tym żywe, chaotyczne (acz w formie przerywanego monologu) wypowiedzi tajemniczego Pustelnika (Gustawa) nadające coraz większej dramaturgii całej scenie. Nie da się jednak wyzbyć uczucia sztuczności, pewnej dozy planowości, co również może być ironią, tym razem z czytelnika. Powiedzmy.
Oczywiście nie należy zapomnieć o tej całe potężnej, niedoścignionej miłości, która niczym porywista burza nadciąga, karze drżeć z jej gromów, by w końcu niepostrzeżenie uderzyć, spopielić serce nieszczęśnika (wybaczcie, feministki, skoro jesteśmy słabsi, więc...), a następnie rozwiać ostatecznie w napięte, przesiąknięte ozonem powietrze... Wszakże to ona jest głównym, by nie rzec – jedynym, tematem głębokiej i niespójnej historii opowiedzianej przez głównego bohatera. Występuje w niej piękna (dla zauroczonego, nie drwiących przyjaciół) istota kobieca, o aparycji tak niebiańskiej, ustach tak rozkosznych i nieokiełznanych, że nic, absolutnie nic nie jest w stanie oderwać naszego biedaczyny od jej obowiązkowo gorącego serca, które płonie wewnątrz, nie dochodząc widocznie poza okowy swego ciała... Prawdziwa czekistka. Niestety – co za niespodzianka – miłość ta jest niemożliwa, przynajmniej na tym świecie. Bynajmniej nie dlatego, że oddzielają ich tytanowe ściany o grubości co najmniej dwudziestu mil a rozpiętości trzech galaktyk. Powodem jest coś znacznie bardziej prozaicznego. I większego od wyżej wymienionego. Tj. ludzka głupota, ściślej – bariery klasowe, egocentryzm najbardziej zainteresowanego, okropność okrutnych realiów życia ukształtowanych przecież nie przez prawo boskie, a człowiecze oraz – co całkiem ważne – brak zrozumienia z niczyjej strony. Przy tym autor nie pomaga nam zbytnio w rozszyfrowaniu zagadki niepowodzeń miłosnych wyżej wymienionego, niedoszłego kochanka. Jeżeli się nam zechce, na wzór Gustawa będziemy ciągle walczyć, poszukiwać odpowiedzi na dręczące pytania. W innym wypadku również nic się nie stanie. Dowiemy się jedynie tego, że nadmierne, chorobliwe myśli o drugiej osobie, a także przeżywanie wciąż na nowo swych rozterek i osobistych tragedii gwarantuje niejako wieczystą mękę obcowania z samym sobą. Co uwierzcie – na dłuższą metę – miłe być nie może.
Czerpiąc inspiracje z średniowiecza, romantyczna brać nie mogła pominąć „Hymnu o Miłości”, osławionej pieśni pochwalnej, elementarnej próby wyjaśnienia tego, co niejasne. Zyskuje przy tym Ksiądz, postać symbolizująca Kościół, wiarę oraz Biblię, a także rozum, poznanie przez doświadczenie i oświecenie. Co samo w sobie dowodzi ogromnego paradoksu, Boga bowiem, religii zwłaszcza, w żaden sposób z nauką wiązać się nie powinno. Nasz pustelniczy znajomy dostrzega ów haczyk kłamstwa wielebnego, co prowadzi do wzgardy podobnymi, a szkoda - wielce pożytecznym mogła stać się jego rada. Wystarczyło zacytować werset piąty, wers drugi: „nie szuka swego”, lub też „nie unosi się pychą” oraz ewentualnie, by skrajnie dobić - „wszystko znosi”, ale w ogólnym rozrachunku pocieszyć, bo jego uczucie „nigdy nie ustaje”, a tak pozostał jak ten „cymbał brzmiący”.
Zakrawa więc na kpinę postawa tego buntownika, 'wrażliwca' pełnego niezgłębionych emocji, trudnych do sklasyfikowania przeżyć, doprowadzających w końcu do kompletnego obłędu. Czegoż jednak się spodziewać po jednym z pretendentów do miana największego egocentryka ówczesnej literatury...? Ta ciągła, nieustawiczna pogoń za 'czymś więcej' - większą rozkoszą, namiętnością, marzeniem, które satysfakcjonowało jego, lecz... Nikogo innego. Sęk właśnie w tym, że obrał on za mało kierunków. W swej pysze nie zdołał zobaczyć po jakiej równi pochyłej stąpał. Wykluczył pozostałe, arogancko będąc przeświadczonym o prawości swego wyboru. Skupiając się wyłącznie na sobie. To, jak wielu przed oraz po nim, zgubiło go doszczętnie i z kretesem. Z czego wielce jestem rad.
Witam
OdpowiedzUsuń na zawszeCo do krucjat, to prawdziwym celem nie byly te wartosci, o ktorych piszesz, jakze okrutne! (owszem znalazly tez swoje miejsce)lecz cos calkiem obcego dla ludzkosci, a mianowicie wiedza! zapytasz wiedza? tak wiedza, otoz nie ten kto wlada ludem ma wladze, lecz ten ktory ma wiedze... czym jest ta wiedza? odpowiedzia na przyjemna zagadke, co tak naprawde spowodowalo, ze o tu Jestesmy! Dlaczego Watykanowi zalezalo na tak szybkim zgladzeniu templariuszy (nie mylic z krzyzowcami) Dlaczego Leonardo Da Vinici stosowal swieta geometrie? a Nostradamus doskonale znal przyszlosc? Sprobuj odp sobie na te pyt.
Dostrzeglem, ze Jestes oczytany w iteraturze pieknej... Tu wielki ukłon w Twoim kierunku, bo niewiele ludzi na tym swiecie siega po ksiazke z półki. Niestety ludzie "dziczeja" coraz bardziej, choc czytac kazdy z nich potrafi. Powodzenia w dalszej Tworczosci.
Bez odbioru Adrian
Ps. co do Aury czlowieka, to byc moze jeszcze trafisz w swoim bogatym zyciu na to pojecie. To bardzo obszerny i ciekawy temat jak cale zycie czlowieka. Ile bym dal, zeby moja wedrowka byla juz u celu...
Zagadkowo piszesz, nieznajomy. Postaram się w wolnej chwili poszperać o tymże temacie, zwłaszcza o aurze człowieka. Pierwsze słyszę, a miętoli się to w mych myślach jedynie z alchemią. Odpowiedź na pytanie, 'co tak naprawdę spowodowało, że tu jesteśmy'. Brzmi zbyt fantazyjnie, żeby można było to tak prosto ująć. ;)
OdpowiedzUsuń na zawszeNo, ale. Zaciekawiłeś mnie.