środa, 23 grudnia 2009

W dzisiejszym odcinku...

"Kimkolwiek jesteś, bądź dobry."
(z dopiskiem - choćby i z rzadka)
Abraham Lincoln
(1809-1865)


Otóż głowię się nad następującą kwestią - święta ateisty.
Jak niby ma wyglądać dzień przesilenia zimowego, ponownego 'odrodzenia' Słońca, w odczuciu osoby, dla której data narodzin Jezusa Chrystusa nie ma tak naprawdę zbyt wielkiego znaczenia..? Czy winniśmy lżyć wszelki mob, który poddaje się bezwolnie, bez zastanowienia, uroczystym obchodom radości i wręczania prezentów?
Oczywiście - jeżeli zależy nam na niesamowicie szybkim znienawidzeniu przez resztę naszej, z pewnością choć w części, religijnej rodziny. Wzmianki o pierwszym publicznym celebrowaniu tego ważkiego wydarzenia pochodzą nawet z roku 354. Niemal dwa tysiąclecia versus brak alternatywy. Jeżeli już na poważnie ktokolwiek myśli o odciągnięciu wiary w takie lub inne bzdety, musi zastanowić się nad tym, co ma do zaoferowania w zamian. A w chwili obecnej jest to - nic. Chrześcijaństwo wcale nie stworzyło tej daty od tak, sobie - jej geneza ma związki zarówno z przeróżnymi bogami słońca (np. perskiego Mitry) jak i Rzymskimi Saturnaliami (przypadające na 24 grudnia święto ku czci Saturna), w czasie których także obdarowywano się upominkami. Siła wiary unaocznia się również w przypadku asymilacji, tak częstej w jej krwawej historii. Jeżeli coś stało na przeszkodzie, zostawało to albo doszczętnie niszczone, palone oraz nabijane na pal, albo wchłaniane ku uciesze pierwotnych wyznawców danego motywu. A zapewniam, wykorzenić niektórych zwyczajów nie lza - właśnie dlatego nimi są, przekazywane jakoby 'od zawsze' - należy je więc w prosty sposób modyfikować tak, ażeby stawały się adekwatne do stulecia, w którym przyszło im dalej egzystować.
Ja sam jednak jakoś nigdy nie zżymałem się z tą tradycją, jednakże pełnymi garściami czerpałem z jej obrzędów - jak np. znajdywanie upragnionych zabawek pod choinką po długiej i częstokroć radosnej nocy. Nie wierzyłem też zbytnio w św. Mikołaja - nie satysfakcjonowała mnie myśl, że jakiś czerwony grubasek ma wciskać się co rok do komina - którego nawiasem mówiąc nie posiadałem. Tu bardziej chodzi o atmosferę, o rozgrzanie serc przy stole pełnym wykwintnie podanych smakołyków, w chwili gdy na zewnątrz okrutnie zimny wiatr chłoszcze okiennice, a śnieg skrzy się diamentowo odbijając światło gwiazd na czarnym niebie. To rytuał, który na celu ma przetrwanie mroźnych chwil.
Czas w którym zjeżdża się rodzina, o ile takową posiadamy - to okres w którym możesz bezkarnie kpić z najbliższych, ponieważ zdajesz sobie sprawę z faktu, iż wybaczą Ci w tym momencie wiele.
I czy naprawdę potrzebujemy pretekstu, jakim bywają te święta, ażeby być dla siebie dobrzy, szczodrzy i altruistyczni? A może to perspektywa dostania czegoś z okazji sprawia, iż w zamian stajemy się najzwyczajniej w świecie mili - w myśl o manipulacji poprzez prawo odwzajemniania?
A jeśli tak szlachetny klimat panujący w naszym niezmiernie uroczym państwie wywodzi się stąd, iż po prostu - choć raz w przeciągu tych 365 dni - musimy uczynić coś pozytywnego bliźnim? W opozycji do wszelkiego tałatajstwa, którego świadkiem i uczestnikiem jesteśmy co dzień?
Skoro nasza natura paskudną się wielce mieni, nie mam nic przeciwko, bawmy się ciesząc i pałaszując jakiekolwiek dania przyrządzono. Obojętnie w grudniu czy styczniu, bez względu na wyznanie, bez różnicy jak i gdzie - a kiedy? Właściwie, dlaczego by nie?
Każda sekunda godna jest, ażeby uczynić ten świat lepszym - a jako, że naprawa go w całości to jeno ohydna mrzonka, naprawdę warto zadbać o bezpośrednio stykający się z nami teren - o nas samych i tych, od których w dużej mierze nasze poczucie zależy.
Tym też wspaniałym akcentem, pragnę życzyć wszystkim czytającym te słowa wielce obfitych w wielokrotne orgazmy chwil.
Ogromnych chuci, potężnych emocji szczęścia, prężnych umysłów, a przede wszystkim - dużo wyśmienitej zabawy. I to już dziś, bo tak między nami - co stoi na przeszkodzie by być nieco bardziej uśmiechniętym, nieco bardziej pomocnym - już teraz..?

I na koniec odpowiednio niewinny oraz piękny obraz - bez żadnych ukrytych motywów, bez wgłębiania się w symbolikę skrzydeł - promieniujący czułością.
Czy nie warto by zachować się tak, miast wspak?




0 komentarze:

Prześlij komentarz

Rób co uważasz i uważaj co robisz.