wtorek, 15 grudnia 2009

W dzisiejszym odcinku...

NIE MA SPRAWIEDLIWOŚCI, JESTEM TYLKO JA.

Terry Pratchett (ur. 1948)
(Mort - tekst Śmierci)



Zatrważający pomysł, iż życie w jakimkolwiek stopniu styka się ze sprawiedliwością, a nie z przypadkiem, łaskawym zbiegiem okoliczności. Co więcej, taka koncepcja daje nieograniczone wręcz pole do popisu wszelkim ugrupowaniom politycznym, demagogom i ludziom, którzy specjalizują się w sztuce, jaką jawi się wyciągnięcie z Ciebie szeleszczących kawałków papieru w taki oto sposób, iż na samą myśl o tym poczujesz elektryzujące podniecenie. Umiejętność splunięcia w twarz tak, iż zelżony będzie osłupiony z zachwytu. Ogrom technik czyniących spustoszenie we wszystkim tym, co zwie się rozsądkiem. Jednakże, czy to naprawdę wina drapieżcy, który widząc łatwą do zdobycia ofiarę, do cna wykorzystuje swą przewagę..?
Nie ma czemu się dziwić. Za to zdecydowanie jest czego się bać. Równość społeczna? Przekonanie o jednakowości rodzaju ludzkiego? Mrzonki. Naiwność. Wygoda. Kwintesencja głupoty. Wszyscy dostajemy ten sam zestaw hierarchicznych wartości od małego. 'Respektuj starszych i autorytety, ucz się pilnie ażeby zdobyć wysokie wykształcenie, które zapewni Ci dostatnie życie dzięki pieniądzom, bowiem to one są kluczem do wszystkich drzwi. Rozwijaj talent. Staraj się. Dawaj z siebie wszystko. Nie wychylaj się z tłumu. Szanuj świętości. Nie zadawaj niewygodnych pytań. Mowa jest srebrem, lecz milczenie złotem. Nie miej innych bogów ode mnie. Nie ufaj dorosłym będąc dzieckiem. Będąc dorosłym nie ufaj nikomu. Świat jest sprawiedliwy. Bóg troszczy się o Ciebie. Bądź dobry dla innych.' Wszyscy są mamieni perspektywą druzgocącej kariery, każdy chce zmienić świat. Zmienić dla siebie. Niektórzy są sprytni - 'zmieńmy świat na lepsze', tj. zmieniają świat na swój przy pomocy innych. Nikt nie chce - nie tyle, że nie zdaje - ale właśnie nie chce - zdać sobie sprawy z faktu, iż na każdego ambitnego przypada milion równie zawziętych i zapalonych, których cele wcale nie są gorsze od tego pierwszego. Ktoś musi odpaść. I ludzie zawsze wierzą, przekonują się w duchu przed snem, iż to będzie ktoś inny. 'Nie ja. Ja jestem za dobry. Ja jestem mądry.' Ja, ja, ja. W tym czasie tysiące innych motywuje się nieomal identycznie. Ktoś jednak wysypia się, miast marnować czas, i zdobywa czego pragnie bez wysiłku. Łut szczęścia? Raczej zdolność do zminimalizowania głupiego pierdolenia na milimetr kwadratowy umysłu.
Przeczytałem swego czasu następujące zdanie - 'Gdyby ciężka praca naprawdę popłacała, najbogatsi byliby niewolnicy'.
Jednakże nie są i nigdy nie będą. Zauważyliście, iż niemal 95% ludzi, którzy zaczynają swój romans z pracą, nie są z niej zadowoleni? Ludzie mają piękne życzenia, przeradzające się w pewnym momencie w podniosłe marzenia, lecz w zetknięciu ze swoją nieudolnością stwierdzają, że są one nie do spełnienia. I na tym poprzestają. Dostosowują się. Gdzieś w głębi ich serc wciąż tli się wieczna nadzieja na zrealizowanie swych planów, ale w wirze codzienności oddalają się od tego. Izolują gorące żądze najskrytszych snów. Wpajając potomstwu, że 'i tak więcej nie wyciśniesz z życia'; 'bez cierpienia nic nie zyskasz', czy też zupełnie odwrotnie - starają się ochronić je przed własnymi doświadczeniami.
A ci, którym się udało, zacierają skwapliwie ręce. Mniej konkurencji, więcej zysku, w końcu monopol. Nie ma czemu się dziwić.
Któregoś dnia dociera mimo wszystko głęboka prawda do tych ludzi, którzy zaprzepaścili swe marzenia. Do ludzi, którzy nie mieli szans na ich ziszczenie. 'Będę piosenkarką, politykiem, gwiazdą, aktorką, wielkim artystą, znanym mówcą, przebojowym dziennikarzem, genialnym przywódcą'. Ale nie są. Dochodzi do nich ten fakt, lecz bronią się przed nim. Skrywają frustrację i nienawiść do samych siebie.
Większość jednak wyjdzie na wierzch, powoli wysączy się cynizmem, zgorzknieniem lub eksploduje furią na najbliższych.
Bezsilnie. Jałowo. Głupio. Jakiś odsetek znajdzie ukojenie w religii, wierząc uparcie, iż nie marnują swego życia na próżno; część skupi się na rodzinie, na innych, miast sobie; pewien procent zdecyduje się na odświeżenie monotonnego trybu, poszaleje, a następnie znów wróci do punktu wyjścia; z kolei ktoś odnajdzie w sobie siłę by wywrócić wszystko do góry nogami, jednakże nigdy nie osiągnie tego co mógł, robiąc 'to co trzeba' od początku. Od czasu do czasu znajdzie się też i wariat z schizofrenią.
Zastanowiły mnie dziś 'fakty', w których to przedstawiono demonstrujących stoczniowców manifestujących swe racje masą transparentów, hukiem petard i czarnym dymem opon. Mówili oni ze złością, iż są bezrobotni, pieniędzy nie mają, a święta się zbliżają. Widniały hasła 'Bóg, honor, ojczyzna'; odwoływanie się do symboli, które drą z Ciebie łacha nie wydaje się zbyt pomysłowe. Bóg. Widać wyraźnie, że modlą się - czyżby księża nie byli tak skłonni dzielić się z biednymi wyznawcami; zdecydowanie nie, to nie w ich stylu - pomóc potrzebującym - to coś co zrobiłby Jezus Chrystus. Na dodatek, zaiste ich sytuacja prezentuje się koszmarnie w porównaniu do śmiertelnie wygłodzonych mieszkańców niektórych rejonów Afryki - tylko współczuć. Honor. Gdzież on w takich akcjach? Ojczyzna - wesprze Cie, kiedy trzeba przelać za nią krew, wyrżnie, kiedy jesteś nieistotny. Żadne z tych trzech abstrakcyjnych pojęć nie da Ci niczego, za to z wielką retoryką zostanie wykorzystane ażeby wyssać Cię do cna ze wszystkiego co masz. Swoją drogą, skąd Ci biedni, życzliwie ludzie mieli pieniądze na te setki, jeśli nie tysiące pięknie ozdobionych transparentów?
I ta filozofia zwalająca mnie z nóg - 'jestem taki a taki, a więc należy mi się'.
Gówno prawda.
Sprawiedliwość to tylko urągająca wszelkiej logice koncepcja ludzi, którzy wymierzania kary za swe krzywdy upatrują w innych. Ale nikt nikogo nie rozsądzi należycie, jeżeli Ty tego nie zrobisz; żadne bóstwo ani demon nie spędzi wieczności torturując ciało i wątpliwą duszę osoby, która wyrządziła Ci choćby najpotworniejszą krzywdę.
I czyż nie dowodzi to najpaskudniejszego egoizmu zwyczajnych ludzi? Choćby modlitwa. Jaki ma sens? Skoro Bóg stworzył wszystko wedle swego idealnego planu, absolutnie wszystko wie i przewidział, to kim jesteś Ty by chcieć zmienić cokolwiek w Jego zamysłach? Chciał żeby ludzkość wstrząsnął holocaust, to chciał, nie masz nic do powiedzenia. Ba, kim jesteś ażeby nawracać kogokolwiek na jedynie słuszną wiarę, skoro Najdoskonalszy Architekt uczynił z niego ateistę, satanistę czy innego czorta? Jak wielkim też musisz być hipokrytą wierząc, że to Twoje słowa zostaną wysłuchane przez Wszechmogącego, skoro pozostałe miliardy modlą się o to samo, nieraz źle Ci życząc..? Wreszcie, czym sobie zasłużyły dzieci Fritzla na tak makabryczne dzieciństwo? Rozumiem, że sprawiedliwość polega na następującym zasadzie - skoro żyła dziewczynka tak otoczona przepychem i bogactwem jak Paris Hilton, to musi dla równowagi przyjść na świat istota, która będzie jej przeciwieństwem..? Doprawdy.
Absurd za absurdem. Rzygam obficie i należycie kiedykolwiek usłyszę, podobne do sprawiedliwości, nonsensowne bzdury, które powinny wypełnić przeciętnego człowieka obrzydzeniem i niesmakiem.
Szokującym zjawiskiem jest to, iż tak się nie dzieje.


4 komentarze:

  1. Sprawiedliwości nie ma, nigdy nie było i nie będzie. Jedni mają lepiej inni gorzej i nie wygląda by coś miało ulec zmianie. Nie krytykowałabym tak łatwo ludzi, którzy przestają się starać bo życie tak niespodziewanie weryfikuje plany, że nie jesteśmy w stanie wszytskiego przewidzieć. I jeszcze jedno stoczniowcy a dzieci w Afryce to zupełnie inne realia i wg. mnie bardzo głupie porównanie.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Głupie, mówisz - dlaczego? Inne realia, tak? Jak rzekł Einstein:
    'Nasze położenie na tej Ziemi wygląda osobliwie, każdy z nas pojawia się mimowolnie i bez zaproszenia, na krótki pobyt bez uświadomionego celu.
    Nie mogę nadziwić się tej tajemnicy...'
    W takim razie, czym sobie jedni zasłużyli od drugich, że urodzili się na tym czy innym kontynencie? A porównanie mogłoby być głupie, ale nie z tego powodu - otóż stoczniowcy dopiero po pewnym czasie stracili wszystko, podczas gdy tamte dzieci od początku nie posiadały niczego.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Sprawiedliwość, Bóg, honor, ojczyzna i inne rzeczy oczywiście, że istnieją - gdyby nie istniały człowiek o nich by nie mówił... Nie mówię, że istnieją transendentnie - ale immamentnie - po prostu istnieją jako pojęcia - subiektywnie przypisuje się im znaczenie, w zależności od interesów, światopoglądów, myśli i innych cech ludzkich :)

    Taki świat - takie życie :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Cóż, fakt, że coś istnieje immanentnie w gruncie rzeczy świadczy o niczym - u schizofrenika pokój, w którym oboje siedzicie może być ostatnim kręgiem piekła, a Ty widniejesz jako żwawy Lucyfek - co wcale nie oznacza, że tak jest. Dlatego w większości przypadków - nie zawsze, na szczęście - winno się polegać na szeroko pojętym zdrowym rozsądku.
    ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze

Rób co uważasz i uważaj co robisz.